Podsumowanie wycieczki do Piwnicznej – Zdroju

Witajcie!

Mówiłem na Facebooku reklamując ostatni wpis że w następnym pojawi się co to za „coś” wymusiło na mnie, szybsze niż planowałem, napisanie wpisu. No cóż, nie będę rzucał słów na wiatr, najpierw to, potem co się działo w ostatnim czasie.

Już ponad dwa miesiące temu odbyła się kolejna wyprawa do Piwnicznej – Zdroju. Byłem tam nie raz, drogę kojarzę na pamięć, okolica w małym palcu, rozkład jazdy pociągów InterCity i Kolei Małopolskich dopiero od nie dawna w niewielkim stopniu. Niby pojechałem tam na 3 dni (Piątek, sobota, niedziela), praktycznie były to 2 trzymając się sztywno godzin. Uwielbiam do Piwnicznej jeździć własnym autem, tym razem zabraliśmy się z koleżanką z terapii i jej mamą. Punktem przejęcia nas był MOP Halemba w ciągu autostrady A4. Obawiałem się że całą drogę spędzę z tyłu nic nie znacząc, jednak mama oczywiście powiedziała że jestem nawigatorem, wiem gdzie to etc, więc udało mi się awansować na przednie siedzenie. Wyruszyliśmy gdzieś w okolicach 16, plan był prosty, A4 do Brzeska, z Brzeska DK75 do Nowego Sącza a z Sącza DK87 w stronę Słowacji, droga długo autostradą, łatwa, i przyjemna właściwie na całym odcinku. Rzeczywistość jednak nakazała nam na obwodnicy Krakowa zjechać z trasy do pobliskiego KFC. Rzeczywistość, czyli organizatorzy wycieczki którzy do nas zadzwonili i skoro, nieszczęśliwie, jeszcze nie minęliśmy zjazdu, to mieliśmy się z nimi spotkać. No cóż, skoro byliśmy razem to pojechaliśmy już za nimi… Słynną na cały kraj Zakopianką w ciągu DK7. Ciemno wszędzie, jak przystało na zakopiankę ruch też był duży, moim zdaniem (Z punktu widzenia pasażera) wyzwanie dla każdego kierowcy. W pewnym momencie nie wytrzymaliśmy i postanowiliśmy się odłączyć od prowadzącego i szybciej dojechać na miejsce. Po dojechaniu do Mszany Dolnej zdecydowaliśmy że zamiast cisnąć się do Nowego Sącza przez zawsiówka kiepskiej jakości drogami wojewódzkimi (DW968 i DW969, chociaż ta druga już nieco lepiej) będziemy jechać DK28. Trochę więcej w kilometrach ale czasowo wypadało podobnie. W tamtym okresie w Polsce panowała jeszcze zima, a przynajmniej wszędzie, tylko nie w moim mieście. Śnieg leżał wszędzie, gałęzie białe, dachy białe, pola białe, jeszcze wszystko oświetlone przez księżyc w pełni na czystym niebie. No i jeszcze równiutka droga krajowa, no po prostu bajka… Na miejsce finalnie dojechaliśmy trochę przed 21. Kwatera znana, 30 metrów od czynnej linii kolejowej, 90 metrów do całkiem sporej rzeki Poprad (Która akurat była ładnie zamarznięta, aż żałuje że nie zrobiłem przynajmniej jednego zdjęcia). Pokój jaki dostaliśmy był dla odmiany bez balkonu (Prawie wszystkie dostęp do balkonu mają), jednak okno z parapetem tym razem było dla mnie lepszym rozwiązaniem. Sam pokój na dzień dobry zrobił na nas dobre wrażenie. Za zasłoną było coś wielkości niewielkiego krzyżaka, na jednej ze ścian był pajączek kosarz no i jeszcze naklejka z motylem, która z daleka wyglądała jak ćma. Tak na poprawę humoru. Okno z parapetem przydało mi się do nagrywania pociągów. Skoro miałem bardzo fajny, mój, telefon i całkiem niezły widok na przejazd kolejowy to czemu by nie skorzystać. W końcu z tego co pamiętam ruch na tej trasie był trochę większy niż na początku kiedy byłem w Piwnicznej pierwszy raz. Nie myliłem się, bowiem o 23:45, kiedy, już całą ekipą która w międzyczasie dojechała, siedzieliśmy na parterze (Czyli w połowie pod ziemią) zajadając się chipsami i, w moim przypadku, grając w remika (Notabene już wiem jak w to się gra), patrzę i jedzie… Pociąg. Jedzie lokomotywa z logiem PKP Cargo, wagon osobowy (Tu już załapałem że coś jest nie tak) za osobowym lawety z pojazdami wojskowymi. Ciężarówki i chyba jakieś Jeepy też były. Brata zawołałem (Interesuje się militariami) a ja oczu nie mogłem oderwać. W końcu nie codziennie widzi się transport wojskowy. Zastanawiałem się tylko potem czemu jedzie na Słowację. Rzecz jasna żałuje że wtedy siedziałem na dole, a nie u siebie gdzie mógłbym nagrać ten przejazd. No trudno, zdarza się.

Sobota, pierwszy dzień wycieczki. Po śniadaniu na pierwszy ogień poszły pontony. Pojechaliśmy na miejscowy stok narciarski w Kokuszce, koło którego znajdowała się, mówiąc prosto z mostu, licha trasa dla pontonów (Bardzo nachylony zjazd z zakrętem i jak dużą prędkość osiągnęło się na początku tak daleko się zajechało). Póki słońce nie podgrzało trochę toru to w miarę się jeszcze jechało ;) Punktem następnym wycieczki było źródło wody w miejscowości Głębokie. Jak zawsze spotkaliśmy tam miejscowych z 30+ butelkami ze sobą. Po szybkim uzupełnieniu płynów wróciliśmy na kwaterę gdzie pożywiliśmy się obiadem a ja nagrałem jeszcze jeden pociąg :)

Kiedy się ściemniało wybraliśmy się na kulig. Gdyż śniegu nie było powóz musiał być na normalnych kołach :P  Do ogniska jechaliśmy trochę na około, ale przynajmniej było co oglądać (Widok rzeki Poprad na tle gór przy obecnym wtedy natężeniu światła był wręcz boski. Chętnie bym wam go pokazał, jednak jazda powozem bez żadnego zawieszenia zepsuła jakoś zdjęcia (Zbyt ziarniste i nie ostre :/ ). Na miejsce ogniska dojechaliśmy kiedy już było całkiem ciemno. Miejsce co prawa nie było zbyt ustronne (Pod płotami paru domostw, z któregoś nawet pies szczekał) ale i tak fajnie się bawiliśmy. Ciepły ogień, spalone kiełbaski, samochody przejeżdżające obok na długich światłach i bardzo ładny księżyc na koniec ogniska.

Wracając z terenu jechaliśmy już nieco inną trasą przez centrum Piwnicznej oraz przez nowy most nad Popradem (Ten w ciągu DK87) w akompaniamencie ciągłego kichania koleżanki. Na miejsce dojechaliśmy cało i zmarznięci (Taka pora). Znowu zostałem dżentelmenem i pomogłem zejść wszystkim paniom, dziewczynom i dzieciom :P

Tejże nocy byłem najgorszym bratem na świecie. Jak wspominałem, nagrywałem pociągi. Wyobraźcie sobie że jak o 23 usłyszałem przejazd kolejowy to momentalnie wstałem do okna, otworzyłem na całą szerokość i zacząłem nagrywać :P Dopiero w środku nocy orientujesz się że pociąg to faktycznie głośna maszyna. Po jakiejś minucie hałasu kiedy przejechał wskoczyłem z powrotem do łóżka i zacząłem się chwalić kolegom przez internet jaki to ze mnie straszny brat (Bo brat w końcu sobie smacznie chrapał w tym czasie). Mało tego, 23:30, znowu słyszę przejazd, hop do okna, okno na oścież i nagrywamy :D Jak usłyszałem rp1 tego pociągu to już wiedziałem że to będzie głośne. Nie pomyliłem się, to też było głośne. Aż na Facebooku napisałem:

Wiem że to było perfidne z mojej strony, brat sobie słodko chrapie a ja na oścież otwieram okno kiedy przejeżdża pociąg. 2 razy. Ale muszę przyznać że dawno się tak nie uśmiałem, poważnie :P

Przejechał jeszcze jeden towarowy i z dwa razy pojazd roboczy, ale znałem litość, okna już nie otwierałem. Gdzieś w okolicy śniada rano nagrałem jeszcze jeden pociąg. Na samym śniadaniu dowiedziałem że brat faktycznie smacznie spał, ale się w nocy jednak obudził (Chociaż wątpię że w trakcie przejazdu przy otwartym oknie, w końcu wciąż chrapał).

Z Piwnicznej wyjechaliśmy jako pierwsi. Trochę byłem wkurzony bo zostałem zdegradowany i zostałem umieszczony na tylnych siedzeniach. Już nie byłem potrzebny, jak do domu trafić mama koleżanki już wiedziała. W planie dodatkowo mieliśmy „wstąpienie” do Nowego Sącza. Jeśli chodzi o samo miasto to ma całkiem ładny rynek :)

Poza tym w niedziele jest tam całkiem spokojnie, chociaż to pewnie oczywiste. Przy okazji walnąłem nawet ładne zdjęcie jednemu z miejskich autobusów. Po zaopatrzeniu się w Strauss Cafe (Bardzo ładne miejsce w którym można się napić kawy, polecam) i przypadkowym spotkaniu paru członków wycieczki do Piwnicznej którzy wyjechali za nami jakiś czas później ruszyliśmy w stronę domu. Tym razem żadnych wioch i zakopianek, DK75 do Brzeska i potem A4 do końca. Miałem wreszcie okazje przejechać się nową obwodnicą Brzeska (Trochę żałuje że nie mogłem nagrać przejazdu, w końcu siedziałem na tylnych siedzeniach). Z racji tego że siedziałem z tyłu to częściej zawierałem kontakt z koleżanką, przez całą drogę odpowiadając na jej wiele rozmaitych i czasem ciekawych pytań. Mam nadzieję że sprawdziłem się jako partner do rozmowy, chociaż miejscami nawet moja wiedza nie była wystarczająca lub po prostu nie dawałem sobie rady żeby zrozumieć koleżankę w taki sposób by to co chciała przekazać lub na co chciała uzyskać odpowiedź było tym samym o czym pomyślałem. W trakcie jazdy na wysokości lotniska w Balicach mieliśmy okazje ścigać się z samolotem (Wynik oczywisty :) ), dodatkowo zaczęliśmy jeszcze z koleżanką śpiewać. A co mi tam, jestem wśród swoich to chyba mogę, nie? :P

Z bratem zostaliśmy wysadzeni w Gliwicach żeby jeszcze wstąpić do ojca który nas potem miał zawieźć do domu. Podsumowując całą wycieczkę, było bardzo fajnie :) Szczególnie nagrywanie pociągów w środku nocy przy otwartym oknie :D

A tutaj efekty mojego kręcenia. Właśnie z racji tego że w dzień całą ekipą jeździliśmy tu i ówdzie to większość przejazdów była w nocy, ale coś tam widać.

To teraz czas na dopisek autora. Wpis zacząłem pisać parę dni po powrocie, czyli jeszcze w lutym. To było moje trzecie podejście w czasie którego chciałem napisać to do końca. Za trzecim się udało, dobre i tyle, tylko mi jest oczywiście przykro że to trochę trwało (Chociaż rekordzista w postaci trzeciego dnia wycieczki do Wrocławia wciąż jest niepokonany, 3 miesiące). Aczkolwiek tutaj to była w ogóle przerwa w pisaniu, a tam to tylko w historii, tak to ogólnie pisałem. Może to normalne że pisze co raz rzadziej? Aż dziwie się że chociaż nic nowego nie było to wciąż liczba polubień mojej strony czy wizyt na stronie się zwiększała.

Dziękuje za czytanie i że wciąż jesteście. Do zobaczenia wkrótce!

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.